SCREEN

Layout

Cpanel

"Wiatr rządzi w królestwie żywiołów" (2010-12-02)


W grudniowym numerze miesięcznika "Rowertour" (nr 12 (34) grudzień 2010) ukazała się nasza obszerna, bogato ilustrowana relacja z rowerowej podróży po Islandi pt."Wiatr rządzi w królestwie żywiołów". Ola po raz kolejny znalazła się na okładce ;) No i po raz kolejny Redakcja przyznała nam tytuł "wyprawy numeru" ;)

"Nad ranem zauważamy, że zdecydowanie się ochłodziło, zimno ciągnie od podłogi. „Pewnie to od tej rzeki, która nas właśnie zalewa”, żartuję. Wyglądam z namiotu, a tu faktycznie: zimno ciągnie od rzeki, która nas właśnie zalewa. Z każdą sekundą wody przybywa, jesteśmy pośrodku pokaźnego już nurtu, boso wskakujemy do rzeki i ratujemy nasz dobytek. Woda raczej ciepła nie jest, w końcu płynie wprost z majaczącego na horyzoncie lodowca. Wiatr nagle przestaje być problemem, problemem jest teraz rzeka. Wynosimy ekwipunek na drogę i kontynuujemy jazdę pod wiatr i deszcz. Nie wierzę w cuda, ale coś na kształt cudu właśnie stało się naszym udziałem. Po kilku zaledwie kilometrach wiatr i deszcz niemal całkowicie ustają, wychodzi słońce. Rozwieszamy domoczone rzeczy na jakiejś tablicy drogowej i z niedowierzaniem patrzymy, jak wszystko szybko schnie. Mówienie o cudzie byłoby szafowaniem tym zacnym pojęciem gdyby nie fakt, że oto wiatr zaczyna przywiewać dokładnie w nasze plecy i praktycznie bez wysiłku mkniemy przez ogromne obszary zastygłej lawy porośniętej przez bajecznie zielone mchy."

 

 

Tam, gdzie Ikar spadł do morza" (2010-07-01)

W lipcowym numerze miesięcznika Rowertour (nr 7/2010) ukazała się druga część relacji z naszej z podróży przez gorące południe Europy (m.in. wyspy greckie i Albanię).(...) Przed Maliq spotykamy parę Belgów, jadących na obładowanych rowerach. Są zachwyceni Albanią, zachwalają i gorąco polecają Pogradec, położony nad słynnym Jeziorem Ochrydzkim. Jakość drogi dramatycznie się pogarsza, wyboje i ubytki w asfalcie są imponujących rozmiarów. Pogradec wita nas stertami śmieci, rozrzuconymi na poboczu, odpadki pogrupowane są w dymiące, wypalające się sterty. Może w centrumbędzie lepiej? Tumany kurzu i pyłu wdzierające się do gardła i oczu rozwiewają nasze nadzieje. Liczne gromadki dzieci biegają po ulicach z imitacjami karabinów, wrzeszcząc przy tym niemiłosiernie. Kierujemy się do granicy zMacedonią. Być może za miastem znajdziemy jakieś przyjemniejsze miejsce nad brzegiem jeziora.. (...).

 

 

 

 

 

Relacja z Turcji i Grecji na 10 stronach "Rowertour" (2009-12-02)

W grudniowym numerze Rowertour (nr 12/2009) o naszych rowerowych przygodach możecie przeczytać w artykule "Ze Stambułu na Lesbos". Nasze zdjęcie już po raz trzeci znalazło się na okładce miesięcznika. Po raz kolejny także nasza podróż została wybrana "wyprawą numeru"(...) Zrzucamy sakwy z rowerów i zabieramy się za rozbijanie namiotu. Tak dla świętego spokoju kieruję światło czołówki na podłoże. Już po chwili namiot wraz z sakwami ląduje z powrotem na bagażniku a my w pośpiechu oddalamy się z tego miejsca, w którym robale występują liczniej, aniżeli we wszystkich częściach przygód Indiany Jones’a razem wziętych. Po jakichś dwóch kilometrach nocnej jazdy skręcamy do niewielkiego portu, gdzie na końcu jednego z betonowych pomostów rozstawiamy namiot. Snopy naszych latarek skrupulatnie przeczesują podłoże w poszukiwaniu potencjalnych karaluchów, które mogliśmy tu zaimportować. Za wyjątkiem jednego robala, czysto. Tej nocy śpimy jak zabici.(...)."

 

 

 

 

Nasza podróż na Nordkapp "wyprawą numeru" miesięcznika "Rowertour" (2009-07-01)

W lipcowym numerze miesięcznika Rowertour (nr 7/2009) została zamieszczona relacja z II etapu (Bodø - Lofoty - Nordkapp - Nordkinn) naszej podróży rowerowej przez Skandynawię w 2008 roku. Nasze zdjęcie po raz drugi znalazło się na okładce. (...) Już widać wylot tunelu, jeszcze niecałe 100 metrów. Z naprzeciwka jedzie sakwiarz. „Hello”, zatrzymuje się. Roland mieszka w Monachium, ma ponad 50 lat. Człek to nieprawdopodobnie zakręcony na punkcie podróży rowerowych. W zimnym tunelu rozmawiamy ponad 30 minut! Roland przyjechał na Nordkapp przez Finlandię i daje nam niebywale precyzyjne wskazówki i rady dotyczące podróży przez krainę tysiąca jezior (zbieranie puszek przy drodze i oddawanie ich w supermarkecie za drobne; gdzie za 1000 kilometrów mamy uważać na rozjeździe w jakiejś małej fińskiej miejscowości; gdzie kupować, na co uważać, itd.). Ostatnia uwaga jest nie mniej cenna niż poprzednie: Roland wskazuje ręką przed siebie: „Uważajcie na tablicę” Nie widzę żadnej, ale zakładam, że będzie jakaś tablica przy wyjeździe z tunelu, na której będzie jakaś arcyważna informacja. „Uważajcie na tę tablicę za 10 metrów”, precyzuje nasz znajomy. Faktycznie, blask wyjścia z tunelu sprawia, że tablica na wysokości głowy piechura jest prawie niewidoczna. Roland pokazuje na swój rozbity nos i opowiada jak to 2 dni temu gdy szedł dokładnie tak jak my teraz, nagle przydzwonił potężnie twarzą w tę blachę.

 

 

Relacja z naszej podrózy rowerowej na Nordkapp w miesięczniku "Rowertour"(2009-01-01)

W najnowszym numerze miesięcznika Rowertour (nr 1/2009) ukazala się relacja z I etapu (z Trondheim do Bodø) naszej podróży rowerowej przez Skandynawię w 2008 roku. "(...) W desperackiej próbie ucieczki kręcimy naprawdę szybko na stromym podjeździe. Nasza szarża nie powiodła się jednak i przełęcz osiągamy w strugach deszczu. Przez kilka tuneli pędzimy w dół, do fiordu. Nasze płaszcze szeleszczą jak galopująca husaria. Zielona woda rozległej zatoki, błyskawice uderzające w szczyty gór wprost nad nami oraz całkowita pustka wokoło stwarzają niepowtarzalną scenografię. Droga okrąża fiord i już tylko niewielki dystans dzieli nas od promu, który zabierze nas do Vennesund. Na przystani w Holm jesteśmy o 19:30, następna przeprawa za godzinę (...)."

 

 

 

 

 

Nasze"Bałkany z temperamentem" wyprawą numeru (2008-09-01)


We wrześniowym numerze magazynu RowerTour" (nr 7, wrzesień 2008) została opublikowana relacja z naszej podróży przez Bałkany. (...) Droga do Satu Mare prowadzi wzdłuż zaniedbanych domostw w pobliżu których koczują tubylcy. Wszystkie balkony spękanych betonowych budynków przyozdobione są mozaiką suszących się szmat. Nie wygląda to zbyt dobrze. Od razu rzuca się w oczy duża liczba rowerzystów – jadą całymi rodzinami: kobiety, dzieci, ludzie starsi – dosłownie wszyscy, dziesiątki osób na zdezelowanych jednośladach. Jedziemy sobie równym tempem, a tu na ogonie siedzi nam jeden z takich lokalnych cyklistów, który nie przepuścił okazji pokonania kilkukilometrowego odcinka ze znacznie mniejszym oporem powietrza niż na codzień. Słychać tylko jego przyspieszony oddech, głośne sapanie i odgłos roweru, w którym każda śrubka i mechanizm w dowolnym momencie może się rozsypać. Po ok. 5 km nasz gość odłącza się i żegna nas spojrzeniem, które odczytuję jako pretensję: „co, szybciej jechać już się nie dało?!”

 

 

 

Obszerna publikacja w magazynie RowerTour (2008-08-01)


W sierpniowym numerze magazynu Rowertour (nr 6/2008) ukazala się relacja z naszej podróży rowerowej przez Szwecję i Norwegię w 2007 roku. Na okładce również opublikowano nasze zdjęcie.

Początek podjazdu zaczynającego się w centrum Aurland jest bardzo stromy a droga wąska. Fiord spowity jest mgłami, które co jakiś czas rozstępują się ukazując zapierające dech scenerie. Po około 13 kilometrach mozolnego podjazdu na wprost przed nami zebrały się tak ciemne chmury, że nie było innego wyjścia jak odłożyć „atak na szczyt” na dzień następny. W strugach ulewnego deszczu (największy opad jaki dane nam było kiedykolwiek przeżyć) i w porywach huraganowego wiatru „przykleiliśmy” się z namiotem do czerwonej bacówki i jakoś przetrwaliśmy noc. Od świtu pada niezbyt groźnie, więc szybko pakujemy się i kontynuujemy wspinaczkę na niegościnną, spowitą chmurami Snow Road. Gęsta mgła, coraz liczniejsze połacie śniegu i lodu oraz nieobecność jakichkolwiek samochodów, dostarczają niemal mistycznych wrażeń. Kilkumetrowe ściany śniegu na poboczu, kry lodowe na przydrożnych jeziorkach i niska temperatura sprawiają, że czujemy się jak w Arktyce. Zjazd z przełęczy to spore przeżycie. Najbardziej niebezpieczne okazały się jednak nie zakręty, lecz zlewające się z otoczeniem owce wylegujące się na środku drogi, które sam nie wiem jak ominąłem jadąc ponad 70 km/h. Gdybym tak wpadł w to stadko, w dodatku z przyczepą, nie byłoby wesoło. Jednak tym razem się udało i z dużą prędkością wjeżdżamy w dolinę z każdym kilometrem coraz bardziej zieloną.

 

"Paranoja XXI wieku" w Nowej Fantastyce (nr 7/2004)

"(...) W świecie Gibsona świadomość człowieka mogła zostać „zeskanowana” i sprowadzona do postaci konstruktu ROM – niewielkiej kostki pamięci, którą można bez trudu schować do kieszeni. Taka możliwość podważa wiarę w wyjątkowość człowieczeństwa, niepowtarzalność ludzkiej świadomości, a wręcz kwestionuje istnienie jej czynnika niematerialnego – duszy. Bo skąd mamy wiedzieć, że w danym momencie gawędzimy z wujkiem Kazkiem, a nie z podstępnym chipem? Czy istnieje jeszcze jakaś różnica? Takim właśnie konstruktem ROM jest w powieści przyjaciel protagonisty – Dixie. Ale czy Dixie w postaci informacji zaklętej w plastikowo-metalowym amalgamacie to na pewno ten sam Dixie sprzed transformacyjnej operacji? A może to tylko jego perfekcyjna imitacja, będąca niczym więcej, jak tylko programem? (...) Powieść Gibsona ukazała się w roku 1984. Wówczas  była to wyłącznie literacka fantazja. Czy jednak „proroctwa” Gibsona znajdują jakiekolwiek odzwierciedlenie w naszej dzisiejszej rzeczywistości? Czy istnieją przesłanki, które mogłyby usprawiedliwić kwestionowanie natury źródła naszej wiedzy (np. tożsamości osoby, z którą w danym momencie komunikujemy się stukając w klawiaturę)? W dzisiejszej erze Sieci porozumiewanie się za pomocą Internetu stało się powszechne. Można korespondować z kimś dzień w dzień przez całe lata bez konieczności ujawniania swej tożsamości, płci, wyglądu fizycznego itp. Wszystko może być jedną wielką wyrafinowaną mistyfikacją. Smukła i powabna osiemnastolatka lubiąca jogging i Cartoon Network okazuje się dwustuletnim dziadem pijącym na umór. Młody-przystojny, niezależny finansowo i wysportowany kawaler do wzięcia to obchodzący właśnie złote gody brzuchaty sadysta."


You are here: Home Publikacje